– Mamo, zostaw już to sprzątanie, są święta, odpocznij.
– Synku, jeszcze tylko tu i obiecuję, że kończę.

Nie skończyła. Pranie, odkurzanie, zmywanie. Później gotowanie, gotowanie i jeszcze raz gotowanie. Cała masa obowiązków, których nikt poza nią samą nie zobaczy, bo nikomu na to nie pozwoli, szczególnie w święta.

W czas odpoczynku i dbania o siebie. Ale kurwa dla kogo? Dla kogo są te święta? Dla wujka Zbyszka, który przychodzi w gości co roku? Dla ciotki Halinki ze Zgorzelca, która przyjechała na kuchenne rewolucje? A może dla dziadka, któremu pierogi i barszcz nie smakują?

Co roku staram się jej przypominać, że szczęście to uśmiech na jej twarzy, a nie suto zastawiony stół. Że to fałszowanie kolęd i wspólne oglądanie Kevina, którego ktoś znowu zostawił samego w domu! (sic!). Że to czas, w którym nie tylko ona obdarowuje rodzinę prezentami, ale, że prezenty pod choinką są też dla niej.

Co roku staram się jej przypominać o drobnostkach. W szale obowiązków łatwo o nich zapomnieć. I choć może zabrzmieć to jak banał – chciałbym, aby czuła się piękna i silna, bo to widać na zewnątrz.

W życiu trzeba nam nie tylko mówić więcej dobrych słów, ale robić więcej dobrych rzeczy.

Trzeba być.

Dajmy ważnym dla nas osobom to czego rzeczywiście potrzebują. Nie mam na myśli tutaj drogich prezentów, ale coś czego nigdzie nie kupimy, a w życiu jest najważniejsze. Obecność, wsparcie, stabilizację, miłość i wzajemny szacunek. Przy tym nawet najdroższy prezent wypada blado.

Idę jej pomóc, na wiadomości odpowiem Wam innym razem.