Byłem poszukiwaczem złota, kierowcą Formuły 1, treserem zwierząt. Byłem częścią superpaczki, zbieraczem motyli, piłkarzem, koszykarzem i rowerzystą. Byłem nieustraszony, nieugięty, z szerokim uśmiechem i wdzięcznością na twarzy. Byłem ciekawski i zazdrosny o każdy oddech, o każde spojrzenie i dotyk.

Często brudziłem twarz, łapczywie jedząc truskawki, tłukłem kolana w czasie jazdy na rolkach. Byłem przyjacielem, o którego wszyscy pytali, starszym bratem stającym w obronie, kimś, kto zna smak domowego smalcu z ogórkiem kiszonym i grymasi na widok ciepłego mleka.

Kupowałem lody śmietankowe, oranżadę w proszku i kwaśne gumy Shock. Zamykałem oczy i grałem z dziewczynami w klasy. Uciekałem z domu, kąpałem się w rzece, budowałem bazy z kilku krzesełek, koców i sterty poduszek. Byłem Vegetą z Dragon Balla, Mario ratującym księżniczkę z opresji i komandosem walczącym z przestępcami w Contrze. Jadłem Chio Chipsy, zawiązywałem przyjaźnie na całe życie.

Nikt mnie nie pytał o kredyt hipoteczny, nikt nie składał mi propozycji pracy, nikt nie proponował wynajmu mieszkania, z niczyich ust nie padło pytanie: „Ile zarabiasz?”. Mogłem godzinami opowiadać o swoim przyjacielu, wspominając jedynie najważniejsze dla mnie rzeczy – o tym, jaki ma głos, w co lubi się bawić, o tym, że tak samo jak ja gania motyle.

Jako dziecko nie patrzyłem na uczucia przez pryzmat czyichś pragnień, nie czułem konsekwencji podejmowanych działań. Szczęście było moją poduszką i kołdrą.

Dziś szukam szczęścia w ulotnych chwilach, wspomnień, które darzę ogromną miłością, szkoły, która nauczy mnie kochać. Kogoś, komu uwierzę, że nie istnieją rzeczy niemożliwe, że spadające gwiazdy spełniają życzenia, a Bóg wie, co robi. Nie cieszą mnie już krople wiosennego deszczu, przeraża samotność i ludzka ignorancja. Chcę, żeby wszystko w moim życiu było dodatnie, żeby świat potrafił zaakceptować życie proste i nie pozwalał mi na rezygnowanie z marzeń. Dziś trzeba o wszystko walczyć. O każdy oddech, o każde spojrzenie, o każdy dotyk. Trzeba walczyć o siebie, o wspólną miłość, o ulubiony smak herbaty.

Dorosłe życie to nieudane życie. Tu nie ma miejsca na przypadkowość, brakuje przestrzeni do bycia nijakim; trzeba nauczyć się, czym jest istota kłamstwa, i umieć liczyć dni do końca każdego miesiąca. Zbyt szybko zniknął świat, w którym zapłatą był uśmiech i wdzięczność, a ślina miała smak gumy balonowej.