Zawsze sporadycznie piszesz?

Tak bywa, gdy napinasz się, żeby stworzyć coś wiekopomnego. Tworzyłem wokół siebie ciśnienie, że muszę, dlatego przestałem.

Marzyłem o tym, aby zostać Markiem Hłasko z całym jego pisarskim dorobkiem, Milanem Kunderą lub Hemingwayem, który siedzi w paryskiej knajpce i prowadzi mądre rozmowy. Dla kogoś kto pierwszy raz zobaczył ocean w wieku 22 lat, to było niezwykle atrakcyjne.

Już nie jest?

Zapomniałem się w tym, a to zabija wrażliwość. Pisanie wciąż mi się przydarza.

Jaki masz w tym wszystkim cel?

Pisaniem buduję mosty z własnych traum. Szukam miejsca dla kompromisów i upokorzeń, dla skruch, żartów i czułości.

Budzisz się i nie wiesz, czy jeszcze żartujesz, a słowa, które wieczorem zapisałeś zaczynają niepokojąco przypominać rzeczywistość?

Odstawiłem na chwilę na bok poczucie, że to moje życie. Staram się mieć do tego dystans. Nie wiem jak to się skończy. Pisanie świetnie we mnie prosperuje, podczas gdy ja sam podupadam w ruinę.

Tworzysz współczesną kulturę.

Jak każdy, kogo coś boli. Przeczytałem kiedyś, że historia, która nie potrafi wyrazić ludzkiego bólu nie jest nic warta.

Co jest w tym wszystkim najtrudniejsze?

Pierwszy akapit.