Kiedyś napiszę list, w którym będę mógł wytłumaczyć, dlaczego marzę o tym, aby zostać promykiem słońca, delikatną kroplą jesiennego deszczu; dlaczego chciałbym być czymkolwiek, o czym drugi człowiek nie potrafi zapomnieć. Napiszę list, w którym wyjaśnię, jaki jest świat, kiedy stoisz obok, i jak wgryza mi się papier w skórę, kiedy wiem, że wrócę do pustego mieszkania.

Wspomnę o tym, że z braku miłości pękają nawet najtwardsze serca, a z niedojrzałych uczuć płyną łzy. Pokażę Ci, że z braku Ciebie niespodziewanie można stracić kontrolę nad swoim życiem i zapomnieć o marzeniach. Opowiem, jak błyszczą mi się oczy na Twój widok i jak upijam się do nieprzytomności, czekając na Ciebie pod Pałacem Kultury i Nauki.

Zapiszę kilka słów o tym, jak bardzo lubię, kiedy w piątkowy wieczór leżysz na moim łóżku, ubrana w dresy, ze związanymi z tyłu włosami, i wyjadasz masło orzechowe ze słoika. Jak bardzo podoba mi się, kiedy powtórnie chcesz mnie widzieć i kiedy złościsz się, że znowu nie masz się w co ubrać, chociaż dopiero co wróciliśmy ze wspólnych zakupów. Wspomnę też, jak godzinami potrafisz trzymać mnie przy telefonie i jak prosisz, abym na dobranoc opowiadał Ci bajki.

Napiszę list, w którym wyznam, że jestem zbyt słaby, by nie okazywać wielkiego zainteresowania, że ciekaw jestem, co do mnie czujesz i dlaczego nie możesz o tym nikomu powiedzieć. Umieszczę w nim kilka Twoich ulubionych cytatów i jeden mój:

Cierpienia miłosne są śmieszne dla wszystkich prócz samego cierpiącego.

Przypomnę sobie, jak leżę na Twojej kanapie, jak tulę Twój policzek i szepczę do snu uspokajające słowa, jak chcę przeniknąć intymność Twojego ciała, jak przesadnie rozmyślam nad tym, że mógłbym umrzeć obok Ciebie. Jak tęsknię za uściskiem dłoni, słodką lekkością i lustrem, w którym chciałaś przeglądać się w trakcie miłosnych uniesień.
Jesteś słabością, przed którą nie chcę się bronić. Listy są idealnym lekarstwem dla beznadziejnie zakochanych.