Niby jesteśmy tacy poukładani i rozsądni. Niby niczego w życiu nam nie potrzeba. Chcemy się dzielić i być dobrzy dla innych, a nie potrafimy ogarnąć rozpierdolu panującego we własnym życiu. Z miesiąca na miesiąc męczymy się, tracąc życiową energię i zapisując postanowienia – „Od jutra wszystko zacznę układać”.

Mija czas, kobiety gubią swoją kobiecość między poniedziałkiem a środą, mężczyźni łamią odwagę w byciu łagodnym dla innych. Ze wszystkich zapisanych obietnic:

– Zapisuję się na siłownię.
– Zacznę gotować w domu.
– Zakocham się.

Zostało już tylko rzucenie palenia, choć i to można spieprzyć nawet, gdy ktoś Ci nóż do gardła przystawia. Zbyt często nie sięgamy po to, czego chcemy, tylko bierzemy to, co jest. Rozkładamy ręce i mówimy „tak wyszło”. Ścieramy kolana, bo dobrze jest się czasem wypieprzyć na beton, wstać i być silniejszym. Lubimy pielęgnować czyny pozbawione sensu. To kretyńskie. Kretyńskie są nasze zachowania, więc i my jesteśmy w tym życiu tylko kretynami.

W 2018 też będziemy się czaić na zmiany, aż niedługo minie dwadzieścia lat, a my wciąż przekonani, że jutro czeka na nas lepsze życie będziemy zdzierać kolana i leczyć zaschnięte rany.

Uwielbiamy siebie ranić na milion sposobów, więc może to dobry czas na życie?