Budzisz we mnie krótkie zdania.

Jutro też się nie spotkamy.
Dlaczego nie w moim łóżku?

Odezwij się czasem, bo Ty może nic nie wiesz, że nocą rozchodzę się we wszystkie strony. Mętlik mam w głowie od niepowodzeń.*

Sól mylę z cukrem i słucham historii o dziewczynie, która w barze chce zmienić nasz plan dnia. Za wrażliwe mam serce, by pojąć Cię raz. Najchętniej krzyknąłbym, że nie można całe życie pędzić za Twoimi ustami. Że ludzie przechodzą obok mnie z nieprzyjemnie hałaśliwym śmiechem.

Chciałbym pójść z Tobą do kina.
Rozczarowanie w końcu dopadnie każdego.

Usypiasz we mnie wszelkie obawy. Nie wiem jak Ci się to udało bez pocałunków i dotknięć. Tak nagle, bez przygotowania.

Nieraz, gdy rano się budzę, można by przypuszczać, że cierpię na rozdwojenie jaźni.
Szukam powodów, by do Ciebie nie wracać.

Jesień.
Staram się trzymać życie przy sobie, bo odkochać się w Tobie już nie zdążę.
Może kiedyś opowiem Ci to wszystko. Usiądziemy, a ja powiem jak było naprawdę.
Przecież niekochanym tak niewiele się przytrafia.