Wszyscy nosimy w sobie obawy przed podjęciem ryzyka. Wszyscy. Dlatego Nowy Rok to zawsze czas na krótkie przemyślenia i bolesne wnioski.

Na nowo układamy życie starannie zaplanowane w 2012 roku, choć jak się okazuje w kalendarzu bije po oczach 2018.

„PLANY NA 2018”

Być szczęśliwym człowiekiem. Problem w tym, że my takie plany mamy od dawna.

Zawsze wierzyłem, że największym komfortem w życiu jest nie musieć kłamać. Kłamstwo jest obrzydliwe, a te, które wymierzamy sobie sami, budzi chyba największą odrazę. I tak co roku, okłamujemy siebie mówiąc, że jeszcze będzie pięknie, bo życie jest piękne.

Do pomyłek należy się przyznawać. Więc przyznajmy się, że brakuje nam dojrzałości. Przyznajmy się, że mamy w sobie zbyt dużo dystansu. Demonstrujemy naszą niezależność, indywidualność i nie nastarcza nam już miejsca na nic innego.

Przez kilka dni w roku nie obrażamy się o byle gówno i nawet zaczynamy ze sobą rozmawiać, tylko co z tego? Łatwo jest myśleć z dnia na dzień, z imprezy na imprezę. Między kieliszkami i przygodnym seksem. Łatwo jest wybierać tanich ludzi i drogie ubrania.

Trzeba przestać udawać, że wszystko jest w porządku, skoro nic nie jest.

W Sylwestrową noc pomyślałem o tym, że chciałbym mieć dom – miejsce, do którego się wraca. Bo dom to ciepło rodzinne, wzajemne wsparcie i wspólny stół. Że chciałbym mieć rodzinę – czyli ludzi, których się kocha.

I kiedy serce krzyczy walcz, a rozum odpuść, nie warto, okazuje się, że stoisz przed najtrudniejszą z życiowych walk. Odwagą jest próbować ile sił, a mądrością odpuścić w odpowiednim momencie.

Ja nie chciałbym już odpuszczać sobie ani minutę dłużej. Mam nadzieję, że Wy również nie.