Samotność zabija więcej ludzi niż otyłość

Małe mieszkanko, w dużym pokoju stoi kilka pluszowych misiów, telewizor i ława zastawiona słodyczami. Na ścianach wiszą obrazy. Wszystkie starannie uszeregowane, uczące kompozycji. Patrzyłem na nie na poły z wyrzutem i lekko rozchylonymi ustami, a na poły z czułością.

Przez całe dzieciństwo uwielbiałem szeregować różne rzeczy, rozrzucać je i układać od nowa, za każdym razem w nieco innym porządku, by pomiędzy matą, a nogami mebli odkrywać czasem bezimienne wyspy.

Znalazłem je również u niej. Wisiały w pozłacanych ramach, z których na brzegach wyjawiał się człowiek. Nigdy sam, z towarzyszem lub w grupie. Jakby nosiła w sobie pragnienie, by dać ponowną szansę czemuś, czego już nie ma i mieć nie będzie.

Na ławie, tuż obok pączków, postawiła szklankę gorącej herbaty, a mnie zarumieniła się twarz, kiedy pochylała się, aby ją posłodzić. Pozostawała w tej pozie pełna zmarszczek i nadmiaru skóry, troskliwa, uśmiechnięta, nieco zakłopotana.

Z szafki wyjęła mały album. Na większości zdjęć były dzieci, siostry i bracia, śluby, komunie i domowe imprezy. Na żadnym z nich było nie widać jej.

„Mnie bycie samej nie przeszkadza.” – rzuciła. Zawsze chciałam, aby świat się ode mnie odpier**lił.

Język ludzi samotnych nigdy nie był dostatecznie naturalny. Z życia układanego w pojedyncze zdania, bez podniosłego tonu, bez uwielbienia, bez poufności, wychodzi bardzo mało. Mało relacji, mało momentów, mało ciepła, bez, których nie może żyć, ale po ludzku są dla niej nieznośne.

„Mężczyźni już się za mną nie oglądają”. Sięgnęła po to zdanie, aby uciec od wszelkiej poważnej rozmowy; usiłowała wypowiedzieć je możliwie najlżej, lecz nie wiedzieć czemu jej głos okazał się gorzki i melancholijny.

Bezgranicznie speszona, powtórzyła to samo zdanie w nadziei, że „naprawi to, co za pierwszym razem jej się nie udało, i że zdoła wymówić je lekko niczym żart, niczym parodię.

Zawsze myślałam, że ludzie podobni do mnie, zakochują się, toczą ze sobą boje z zachowaniem dobrych manier, przegrywają, ustępują, włóczą się po miejskich bulwarach smaganych deszczem, piją do późnej nocy. Że ludzie samotni to przede wszystkim Ci, którzy nie kochają i których nikt nie kocha.

Siedząc w wygodnej kanapie, w miejscu, w którym siedziały dziesiątki osób, w którym przeprowadzono setki rozmów o życiu, stałem się świadkiem sceny zderzenia ludzkich złudzeń i kompleksów. Te ostatnie poruszają mnie najbardziej.

Ile może być wart dostęp do pojedynczego człowieka, który odarty jest z wszelkich tajemnic?

  • Zjedz jeszcze coś. Zaraz przyniosę Ci czysty talerzyk. Przygotowałam dla nas coś specjalnego.

Domofon milczał, a ja próbowałem wybaczyć jej samotność. Bo w hierarchii wartości człowieka samotnego, on sam zajmuje miejsce za podium.

Razem
231
Udostępniono

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*